Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/ten-glosny.lowicz.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server154327/ftp/paka.php on line 5
Nate stał za nią.

Mimo to niechętnie zostawiał ją samą. Po tych

- No... nie wiem. Przecież walnęłam cię w głowę.
wystawałby w sierpniowym upale na ulicach El Paso. Choć słońce już
trapiący ją smutek i ból. Mogła już funkcjonować, myśleć o innych
morskiej wody.
kręcone włosy i włożyła jedną z tych luźnych letnich sukienek, które
- Boise. Tam zanocujemy. Wracamy na drugi dzień rano.
gdzie miałby wreszcie spokój z odgarnianiem śniegu. Ale matka nie
wyruszył na poszukiwanie kondomów, wolał nie zostawiać ważnych
lot do Chicago.

Słowa zamarły Milli na ustach, a nadzieja zamieniła się w nowy
tak jakby angielski nie był jego ojczystym językiem. Posługiwał się
149
bardziej nieprzyjemnych uliczek. Milla podążała tuż za nim,

do Florida City.

piramidka, ciekawe. Automatycznie wsunęła kamień do kieszeni
Przebierała się w sypialni, gdy piśniecie alarmu obwieściło jej
własnego konia. Przeszła przez płot i zeszła do strumyka, gdzie w dzieciństwie łowiła raki. Wpatrywała się w potok. Kilka lat temu bawiła się tutaj z Angie i Derrickiem. Brodzili w strumyku, chlapali się wodą i rzucali błotem. Wtedy Derrick uwielbiał robić psikusy. Śmiał się i ciągnął Cassidy za włosy albo próbował obrzucić młodszą siostrę mułem, który wygrzebywał z dna strumyka. Tutaj ona i Angie przyłapały go na pierwszym papierosie, co wywołało prawdziwą burzę w domu. Innym razem wyśledziła go, jak spocony i zdyszany całował się i turlał pod drzewami z ciemnowłosą dziewczyną. Cassidy szybko się ulotniła. Zniknęła za zasłoną wierzbowych gałęzi i nigdy nie dowiedziała się, która to dziewczyna pozwoliła mu rozebrać się ze skąpego staniczka. To wtedy wszystko się zmieniło. Derrick zaczął się interesować dziewczynami. Inaczej na nią patrzył i nie bawił się z nią jak dawniej. Zawsze był z niego wcielony diabeł, ale od kiedy pojawił mu się zarost, a jego głos raz brzmiał nisko, a innym razem skrzeczał, stał się wprost nieznośny. Był sfrustrowany i zły. Kiedyś zbił konia batem do krwi i dla rozrywki zastrzelił kota sąsiadów. Za każdym razem dostawał burę od Reksa, a potem szedł z ojcem do stajni, gdzie na koźle do rżnięcia drewna dostawał od ojca batem. Wrzeszczał, jęczał i klął. Wracał do domu czerwony na twarzy i spocony, zalany gorącymi łzami upokorzenia, wydymając dumnie wargi w złośliwym buncie. Potem Rex zawoził go do miasta, kazał rozmawiać z księdzem, ale bez względu na to, ile „Zdrowaś Mario” czy „Ojcze nasz” musiał zmówić, był coraz gorszy. Nie ugiąłby się nawet, gdyby bez przerwy odmawiał różaniec i zrobił dziurę w klęczniku. Tak. Derrick się zmienił, ale Cassidy nie wiedziała, dlaczego. Zdjęła buty i zakopała palce w błocie na brzegu potoku. Latem strumyk był tylko pluszczącą strugą, która płynęła po wygładzonych kamieniach. Cassidy oplotła ramionami kolana i znowu poczuła niepokój. Ogarnęło ją to samo niespokojne uczucie, które obudziło ją zeszłej nocy. To lato było inne. Naprawdę nie była już dzieckiem, a jej siostra i brat byli dorośli od dawna. Wyrwała garść trawy znad brzegu i sapnęła. Nad jej ramionami przesunął się cień, który rozciągnął się przed nią na ziemi. - Co ty tu robisz? Brig. Ten głos poznałaby wszędzie. Serce w niej podskoczyło. - Nic. - Odwróciła się. Próbowała nie dostrzegać, że chłopak ma rozpiętą koszulę z podwiniętymi rękawami. Wytarte dżinsy wisiały tak nisko na jego smukłych biodrach, że widziała pępek i ciemne włosy na brzuchu. Cassidy poczuła, że robi jej się gorąco. Odgarnęła włosy. Wstydziła się, że od wilgotnej ziemi ma czarne stopy. - Zastanawiam się, kiedy będę mogła wsiąść na mojego konia. - Płyta ci się zacięła? - Kiedy? - Jak będzie łagodny jak baranek. - Jakbym chciała baranka, poszłabym do owczarni. - Wstała i wytarła stopy o trawę. Starała się ukryć zmieszanie. - Chyba powinieneś już zostawić Remmingtona w spokoju. Cieszę się, że taki jest. - Dziki. - Tak, dziki. Brig mruknął zdegustowany. - Już ci mówiłam, że lubię konie z temperamentem, z charakterem. - Które cię zrzucają i kopią na dokładkę? - Bawił się scyzorykiem. W kowbojkach wydawał się wyższy niż boso. Słońce przedzierało się między poruszającymi się na wietrze liśćmi, których cień przesuwał się po regularnych rysach twarzy Briga. Zamknął scyzoryk z trzaskiem. - Wydaje mi się, że to ciebie zrzucił? Uśmiech rozjaśnił jego oczy. Brig wsunął nóż do kieszeni. - Zgadza się, ale mam nadzieję, że nie będziesz o tym rozpowiadać. Nie chciałbym, żeby ludzie się ze mnie nabijali. - To będzie nasza tajemnica - zapewniła Cassidy z uśmiechem. - Tak? - Przysięgam. - Dziecinnym gestem uderzyła się w piersi. Zobaczyła, że jego wzrok podąża za jej ręką i zamarła. - Wiesz, co mam na myśli. Wydął dolną wargę i pokiwał głową. Nigdy wcześniej nie był taki skłonny do zgody. - I tak uważam, że już powinnam na nim jeździć. - Będziesz - obiecał Brig. - Niedługo. - Potrafię nad nim panować. - W takim razie, skąd masz to? - Dotknął jej posiniaczonego ramienia. Omal nie wyskoczyła ze skóry. Czuła, że przebywanie z nim sam na sam jest kuszeniem losu, chociaż nie wiedziała, dlaczego. Gdy był przy niej, odnosiła wrażenie, że nadciąga błyskawica, zwiastując uderzenie pioruna.

Pavon zastygł ponownie bez ruchu. Nie zobaczyła go, nie mogła - ale

nawet ambitnym, lecz bez szczególnych perspektyw.
dziewczynka do brata, tak jednak, że Izzy i Kelsey
przyjęć i dopilnował, by się nią zajęto, a potem wyszedł i wmieszał się w

uczuciami.

już iść do domu.
Podeszła do szafy w korytarzu, wyjęła zapasową
W pokoju dominowały drewno i rattan. Męski